Drugie śniadanie do pracy na zmianę: co się sprawdza, a co odpada

Jedzenie do pracy na zmianę rządzi się innymi prawami niż lunch w biurze. Nie ma lodówki, często nie ma mikrofalówki, a między posiłkami mija sześć albo osiem godzin. Do tego wszystko jedzie w torbie razem z resztą rzeczy.

Trzy warunki, które musi spełnić

Po pierwsze, ma znieść temperaturę pokojową przez pół dnia. Po drugie, ma się nie rozpaść w drodze. Po trzecie, ma sycić dłużej niż godzinę, a to znaczy: białko i tłuszcz, nie sam węglowodan.

Dlatego sama kanapka z dżemem jest najgorszym wyborem, jaki można zrobić. Podnosi cukier, po godzinie zostawia głód większy niż na starcie.

Co się sprawdza

Orzechy i pestki. Garść to około 200 kcal, głównie z tłuszczu, więc sytość trzyma długo. Nie psują się, nie gniotą, nie wymagają niczego. Migdały, orzechy włoskie, nerkowce, pestki dyni. Kupowane w większym opakowaniu wychodzą kilka razy taniej niż w saszetkach z kasy.

Suszone owoce, ale z rozwagą. Daktyle i morele dają szybką energię, gdy trzeba podnieść poziom cukru. Nie zastąpią posiłku i łatwo z nimi przesadzić, bo są skoncentrowane.

Pieczywo chrupkie zamiast zwykłego. Nie rozmięka, nie kruszy się na proch, waży tyle co nic. Z pastą z ciecierzycy albo twardym serem robi sensowny posiłek.

Batony na bazie orzechów i daktyli. Sprawdź skład: jeśli pierwszym składnikiem jest syrop glukozowy, to cukierek w opakowaniu udającym zdrowie.

Co odpada

Jogurt bez lodówki. Wędlina w kanapce, jeśli zmiana trwa dwanaście godzin. Banany, bo dojrzewają w torbie i rozgniatają się o termos. Słodkie napoje, po których pragnienie wraca mocniejsze.

Prosty zestaw na całą zmianę

Pieczywo chrupkie z pastą, garść orzechów, jedno jabłko, termos z herbatą. Do tego kawałek gorzkiej czekolady na koniec, jeśli lubisz. Całość kosztuje mniej niż jeden zestaw ze stacji benzynowej i nie zostawia człowieka głodnym w połowie dnia.

Zobacz w sklepie

Powrót do blogu